Krzysztof Jasiński osadził "Szczęśliwe dni" Becketta w krakowskim klimacie, zrywając z polską manierą wystawiania dzieła w ponurej tonacji.

Beata Rybotycka w roli Winnie, "śpiewaczki około pięćdziesiątki", zagrzebana jest w kopcu Kościuszki. Konrad Mastyło jako Willie to "akompaniator około sześćdziesiątki". Artyści znani z występów estradowych - głównie w programach kabaretu Piwnica pod Baranami - w sztuce genialnego Irlandczyka zagrali siebie, choć postarzonych.

W olbrzymich partiach monologów Beckett określa Winnie także przez literackie cytaty. Kobieta w wypowiedziach wielokrotnie nawiązuje do Szekspira, Johna Miltona, Williama B. Yeatsa. Sypie wyimkami z mniej znanych poetów: Thomasa Graya, Johna Keatsa, Roberta Herricka, ale i z angielskiego przekładu " Rubajaty" Omara Chajjama. Jednak to, co brzmi znajomo w angielskich uszach, niekoniecznie musi nasuwać właściwe skojarzenia nawet oczytanemu polskiemu widzowi. W inscenizacji Jasińskiego erudycja Winnie zyskała swojskie odpowiedniki. Rybotycka śpiewa zwrotki nieprzemijających polskich przebojów - m.in. "Pod papugami", "Mój pierwszy bal", "Już nigdy", "Cała jesteś w skowronkach", "Białe zeszyty" - ale i "Nie opuszczaj mnie" Brela z tekstem Młynarskiego. Towarzyszący jej na pianinie Konrad Mastyło jest jak zawsze wirtuozem klawiatury. A zarazem debiutuje jako aktor, z powodzeniem budując nieco błazeńską postać mrukliwego, zahukanego męża Williego. Brawo.

Beata Rybotycka, najlepiej znana widzowi z występów piosenkarskich, tym razem dała prawdziwy popis dramatyczny. Tragizm swego położenia - unieruchomienia od pasa w dół - maskuje optymistycznymi wypowiedziami, kontrastującymi z wyrazem twarzy. Wstrząsająco wygląda na ekranowych zbliżeniach - zwłaszcza gdy w końcu może tylko poruszać głową, niezdolna nawet poprawić makijażu. Jej Winnie to aktorstwo wysokiej próby.

Można się z koncepcją Jasińskiego spierać. Ja uznaję ją za uprawnioną. Gratuluję odwagi reżyserowi - jednak szczególnie Beacie Rybotyckiej, która niewątpliwie zagrała swą życiową rolę.

Janusz R. Kowalczyk
Rzeczpospolita
09 stycznia 2007

Galeria

Newsletter

Bądź na bieżąco

Dołącz do newslettera Teatru STU i nie przegap żadnej premiery