tartuffe 13 deskur krzyzowski 70x101

Przed Państwem pierwszy popremierowy set spektakli  "Tartuffe" w reż. Krzysztofa Pluskoty.  Tego klasycznego tekstu Moliera reklamować nie trzeba, ale z przyjemnością podzielimy się z Państwem słowami recenzentów, które jesteśmy przekonani zachęcą do zobaczenia tego przedstawienia na deskach STU.

Lubię wychodzić z teatru zadowolony, mając poczucie, że twórcy spektaklu odnieśli sukces, a my, widzowie, z pełnym przekonaniem biliśmy im, wstając, brawo za świetne przedstawienie. I tak właśnie było podczas inauguracji 57. sezonu Teatru STU, rozpoczętego „Tartuffem”, arcykomedii Moliera w reżyserii Krzysztofa Pluskoty. (...)

Bo w tym spektaklu najważniejszy jest tekst i gra aktorów. Ponad 20 lat temu pojawił się w STU Radosław Krzyżowski jako Hamlet i wciąż dowodzi, że aktorem jest coraz dojrzalszym. Teraz w tytułowej roli wzbudzał zachwyty najwyższe i skojarzenia z najlepszym aktorem jego macierzystego Starego Teatru. Krzyżowski bawi, rozśmiesza, zwłaszcza w świetnie zainscenizowanej scenie uwodzenia go przez Elmirę, znakomitą Marię Seweryn, ale i wnosi do swej postaci akcenty tragiczne. Dla tej roli warto zobaczyć ów spektakl! Także dla wspomnianej Marii Seweryn, wspaniale operującej całym diapazonem środków. Ujmuje również nieszczęsny, zaślepiony Orgon, w którego wciela się Rafał Dziwisz; jakże udatnie oddaje on religijne zaczadzenie i naiwną wiarę w swego gościa, jak wiele trzeba, by pozbył się gamoniowatej, ale i ortodoksyjnej naiwności… Z młodych aktorów dostrzegłem wyrazistą Darię Polasik-Bułkę w roli temperamentnej Doryny ...

Fantastycznie zaczął STU kolejny sezon. Molierem. 

Wacław Krupiński (Molier w STU zadebiutował)

 

Sednem arcydzieła Moliera wcale nie jest portret finezyjnego cwaniaczka ludzkich uczuć. Istotą jest bezdenna ślepota żywych, którzy teatralnej masce magika ufają jak twarzy czystej, prawdziwej. Nie, w ostatecznym rachunku nie chodzi o Tartuffe’a – i to jest fundamentalny walor opowiastki Pluskoty. (...) 

I wraca Tartuffe. Radosław Krzyżowski wraca. Wraca – głównie on właśnie. W seansie Pluskoty widać, do czego zdolny jest ten aktor, kiedy dać mu rolę do ulepienia. ROLĘ, a nie papier, na przykład… Mniejsza z tym, o czyich rolkach dumam teraz, Krzyżowski pewnie się domyśla. Istotne, dla widzów istotne, że gdy wraz z nim wraca Tartuffe - zarazem zjawia się też mrok Ryszarda III Williama Szekspira. Tak rozpiął swą grę Krzyżowski. Tylko że ten Ryszard III – Ryszard przez Moliera wysłowiony - już nie musi zabijać, żeby zabić. Jego emocjonalnemu cyrkowi nie jest potrzebny żaden trup, żaden garb ani kikut uschniętej ręki. Tartuffe’owi w zupełności starcza żonglerka trzema starymi piłeczkami: Bogiem Ojcem, Synem Bożym oraz Duchem Świętym. Amen, synkowie i córeczki. Amen.

(...) W Orgonie (Rafał Dziwisz) słychać starego Dulskiego z czasów, gdy jeszcze wierzył w sens rozmów z Dulską, gdy jeszcze się nie poddał, gdy nie był trupem dyszącym. W Elmirze (Maria Seweryn) trzeszczy furia gigantyczna, lecz rozsądna – ta Elmira dobrze wie, iż nie ma sensu zabijać Orgona dziś, bo jeśli dziś go zabije, to kogóż, Boże Święty, zabije jutro? Mądrzej będzie odroczyć egzekucję. 

Paweł Głowacki, Polskie Radio (Trzy piłeczki)

 

Mimo iż mamy do czynienia z komedią to nie kończy się ona happy endem, naiwność została wyśmiana, obłuda obnażona, lecz mimo to jest już za późno, gdyż łatwowierna nieostrożność posunęła się zbyt daleko. W ten najbliższy pierwotnemu zamysłowi Moliera sposób treść nauki oraz morał całej historii staje się jeszcze bardziej dobitny. Jest to jeden z tych spektakli, które warto odwiedzić dwukrotnie – dla czystej przyjemności dwóch różnych spojrzeń na tę samą historię.

Mateusz Leon Rychlak, www.kulturanacodzien.pl, (Tu się nie ma z czego śmiać)

Newsletter

Bądź na bieżąco

Dołącz do newslettera Teatru STU i nie przegap żadnej premiery