Balladyna fot Anna Lem 21
fot. Anna Lem

Fantastyczna Balladyna?

Okazuje się, że we współczesnym teatrze największym zaskoczeniem wydaje się być zwrot ku klasyce w czystej postaci. Po co poprawiać coś co już uznane jest za mistrzowskie? Najnowsza inscenizacja ,,Balladyny'', w reżyserii Krzysztofa Pluskoty, stawia akcenty na zupełnie zapominane fragmenty sztuki, jednocześnie zachowując w oryginale tekst dramatu. Umożliwia to ukazanie pozornie prozaicznej historii w pogłębiony sposób. ,,Balladyna'' staje się więc ciekawą propozycją dla współczesnego odbiorcy.

W tym spektaklu reżyser nie stawia jasnej granicy pomiędzy dobrem i złem, nie demonizuje głównej postaci, raczej stara się ukazać jej rzeczywiście tragiczną historię- dziewczyny, która zabija w afekcie, zmuszona przez okoliczności, aby przeżyć. W trakcie przedstawienia jesteśmy świadkami wielkiej przemiany Balladyny, która z prostodusznej i naiwnej istoty, staje się silną i zdeterminowana do walki kobietą.
Najmocniejszymi charakterami tej sztuki są jednak postacie drugoplanowe, takie jak - Kirkor, którego w bardzo niekonwencjonalny sposób wykreował Marcin Zacharzewski, czy Pustelnik grany przez charyzmatycznego Tomasza Wysockiego. Najgenialniejszą, spośród męskiego grona, okazuje się być niepozorna postać Grabca, w którą wcielił się mistrzowsko Grzegorz Mielczarek. Jego gra była na tyle skuteczna, że przemienił często traktowaną po macoszemu chłopca, w bohatera podporządkowującego sobie cały spektakl. Grzegorz Mielczarek wspina się na wyżyny aktorstwa, nadaje nowego znaczenia monologom, które przesycone są humorem, jednocześnie wpisując się we współczesne realia.

Przeplatanie się świata rzeczywistego z fikcją ożywia akcję na scenie i dynamizuje tempo spektaklu, ma jednak swoją ciemniejszą stronę. Ten zabieg z pewnością nie ułatwia widzowi zrozumienia intencji bohaterów, ich hybrydyzacja powoduje nadanie im sprzecznych cech, co często staje się przyczyną braku konsekwencji w ich wyborach. Tak dzieje się szczególnie w przypadku jednej z głównych postaci- Goplany, graną przez Kingę Ilgner.

Rola Goplany pozostawia przez to lekki niedosyt, zapewne ciężko jest połączyć dwie różne osobowości i stworzyć jedną kreację. Zlanie nimfy- niezaspokojonej seksualnie i sfrustrowanej kobiety, z ubogą wdową wypada mało autentycznie. Ogranicza możliwość utożsamiania się i rzeczywistego zrozumienia postępowania tej bohaterki. Jej zachowanie jest często niepotrzebnie przejaskrawione, jednocześnie niezrozumiałe.

Ten spektakl w całej pewności stoi muzyką, dzięki niej sztuka uzyskuje świeżość, a także oryginalne tło dopełniające całość. Piosenki zespołu ,,Żywiołak '' jak i ,,Kapeli ze wsi Warszawa'' silnie nawiązujące do wierzeń i ballad, stanowią portal między tradycją autora, a współczesną muzyką ludową.

Proste rozwiązania bywają najtrudniejsze, wielkim wyzwaniem jest zachowanie tekstu klasyka, a zarazem opracowanie go w taki sposób, aby jego wydźwięk poruszał dzisiejszego odbiorcę. Koncentracja na wszelkich humorystycznych akcentach sztuki oraz urozmaicenie jej współczesną muzyką okazały się być najmocniejszymi stronami ,,Balladyny''. Spektakl mimo kilku niedociągnięć może przypaść do gustu szerokiemu gronu odbiorców.



Agata Pokojska
Dziennik Teatralny Trójmiasto
14 grudnia 2019

Newsletter

Bądź na bieżąco

Dołącz do newslettera Teatru STU i nie przegap żadnej premiery