„W polityce bardzo wiele osób chciałoby być panem młodym na każdym weselu i nieboszczykiem na każdym pogrzebie”. W przyszłym tygodniu na Scenę STU wraca spektakl „Psycho-tera-polityka”, a my zastanawiamy się z jakimi problemami musi się zmierzyć polityk starający się wykreować swój wizerunek.
Z Jarosławem Flisem rozmawia Michał Zębik
 
-  Czy polityka można potraktować jak produkt, który da się ładnie opakować i sprzedać?

Istnieje takie powszechne przekonanie. Należy jednak pamiętać, że nie jest to produkt, który da się sprzedać tylko na podstawie opakowania. Można to porównać do kupna samochodu. Wygląd samochodu raczej nie decyduje o tym, czy się go kupuje, ale to, jak się samochód prezentuje, nie jest przecież bez znaczenia. Szanse na to, że ktoś kupi bardzo brzydki samochód, nawet jeśli jest wyjątkowo sprawny, są mniejsze niż w przypadku auta o atrakcyjnej sylwetce. Z drugiej strony są samochody, które nie są najpiękniejsze i czynią z tego swój atut. Są niezawodne i zawsze będą w cenie. Wydaje się, że podobnie jest z politykami tzn. są tacy, którzy inwestują w powierzchowność, bo nic specjalnego nie mają do zaproponowania, a są i tacy, których poglądy są na tyle interesujące, że mogą sobie pozwolić na nieprzywiązywanie do powierzchowności aż tak dużej wagi, jak ci pierwsi.

- Czy z każdego da się zrobić polityka? Jak buduje się polityczny wizerunek?

Polityków wybieramy dlatego, że są lepsi od nas, albo dlatego, że są tacy jak my. Lepszych od nas wybieramy wtedy, kiedy stajemy przed poważnymi problemami i szukamy kogoś, kto je potrafi rozwiązać lepiej niż my sami. Ludzi podobnych do siebie natomiast wybieramy w przypadku, gdy nie do końca wiadomo, jak rozwiązać problem,  ale chcemy, by ten problem przynajmniej został nazwany, wskazany, wyrażony.  Najlepiej nasze problemy rozumieją ludzie podobni do nas. Stąd szansą dla każdego w polityce jest to, żeby stać się ucieleśnieniem swojego przeciętnego wyborcy.   

- Jakie są najważniejsze „przykazania” marketingu politycznego?

Na pewno jest jedno, związane z polityczną brzytwą Ockhama -  tzn. polityk nie powinien sobie mnożyć wrogów nad potrzebę. Pytanie tylko, co jest jego potrzebą w konkretnej dziedzinie. W polityce problemy są powszechne i dzielące. Pierwsze to takie, co do których wszyscy się zgadzają np. żeby był dobry transport, albo żeby nie było bezrobocia. Tutaj trudno powiedzieć, żeby ktoś miał zdanie przeciwne. Są jednak problemy, które wyraźnie dzielą społeczeństwo np. sprawy obyczajowe. W tego typu sprawach  działa pewien mechanizm -  fakt, że nie cierpią mnie ludzie o przeciwnym zdaniu, wzmacnia moją pozycję u zwolenników. Ludzie, którzy są naprawdę wkurzeni, potrzebują kogoś, kto naprawdę wkurza tych, na których są wkurzeni.

- W budowę wizerunku polityka zaangażowane są również media. W jaki sposób polityk może je wygrać, wykorzystać do swoich celów?

To zależy od tego, czy chce się być w polityce „dobrym gliną” czy „złym gliną”, w którą z tych ról chce się polityk wpasować. Jeśli rzeczywiście chce grać rolę złego gliny to wiadomo, że media to pokochają, ale tylko do pewnego czasu. Po pierwsze – media szybko się nudzą. Gdy polityk mówi, że do czegoś nie dopuści, że coś zabroni, to za pierwszym razem działa, także za drugim, ale za trzecim już niekoniecznie.  Oczywiście dobry glina nie wywołuje takiej ekscytacji, ale i nie nudzi się aż tak szybko. Musie mieć tylko do pary złego glinę. Problem polega na tym, że w polityce bardzo wiele osób chciałoby być panem młodym na każdym weselu i nieboszczykiem na każdym pogrzebie. Chciałoby być zarówno dobrym, jak i złym gliną. Niestety wychodzą z tego same wątpliwości, polityk traci zaufanie. Gra w dobrego i złego glinę nie może być monodramem.

- Co powinien zrobić polityk, któremu podwinie się noga? Jak powinien się zachować, by wyjść z twarzą z sytuacji i ponieść jak najmniejsze straty?

To zależy od tego, jak bolesny jest to konflikt, czy to jest siniak, czy raczej krwawiąca rana. Siniaki można przypudrować, ale pudrowanie krwawiącej rany nie jest żadnym wyjściem. Na krwawiącą ranę nie wymyślono niczego lepszego niż oczyszczenie. Jest też pytanie o to, czy to jest grzech wybaczalny, czy niewybaczalny. Czasami grzechy są tak duże, że nic się nie da powiedzieć poza „przepraszam” i poszukaniem sobie innej roboty. Są jednak sytuacje, gdy wiadomo, że prezydentem państwa już się nie będzie, ale o mandat poselski można powalczyć. Nie zostanie się już posłem pierwszoplanowym, ale zupełnie przekwalifikowywać się nie trzeba. Zdarza się w końcu i tak, że polityk do błędu po prostu się przyzna, stwierdzi: tak, zrobiłem coś głupiego, czego nie powinienem. I nawet jeśli sprawa np. sądowa później długo ciągnie, to opinia publiczna już się  nią tak nie emocjonuje.  Najbardziej znany przypadek to sprawa Clintona. W zasadzie ta rzecz nie powinna ujść płazem, ale jakoś wszyscy odpuścili. W Polsce też oczywiście zdarzały się rozmaite wizerunkowe wpadki natury obyczajowej, ale gdy nie ma w tym jakiejś zamierzonej ostentacji, to pozostają raczej tajemnicą poliszynela. Największym problemem jest to, że w każdej takiej sytuacji politykom wydaje się, że jakoś z tego wybrną, że jakoś uciekną.  A wystarczyłaby odrobiną szczerości. Ona także w polityce bywa bezcenna.

14.03.2016

JAROSŁAW FLIS – doktor nauk o zarządzaniu, pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego (Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej), socjolog, politolog, publicysta. Zajmuje się zagadnieniami public relations w polityce oraz zarządzania instytucjami politycznymi.   

„Psycho-tera-polityka”, 13, 14 lutego 2018 godzina 19:00

Newsletter

Bądź na bieżąco

Dołącz do newslettera Teatru STU i nie przegap żadnej premiery