cabaret 005

Czas cekinów, jazzu i swastyki

"Cabaret" Joe Mesteroffa w reż. Krzysztofa Jasińskiego w Teatrze STU w Krakowie.  Pisze Paweł Kluszczyński na blogu I jestem spełniony.

«Kultowy "Cabaret" Joe Mesteroffa w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego przygotowany w Krakowskim Teatrze Scena STU to spektakl wybitny. Kameralna przestrzeń okazała się idealnym miejscem do wystawienia tego przedstawienia opartego, dzięki czemu widzowie mogą poczuć na własnej skórze atmosferę z wnętrza dusznego lokalu lat międzywojnia.

Akcja spektaklu dzieje się w jednym z tradycyjnych berlińskich kabaretów z których był znany w latach dwudziestych i trzydziestych. W czasie, kiedy nazizm nabiera coraz większych sił. Dominuje blichtr i szampańska zabawa, za sprawą fenomenalnego Mistrza Ceremonii (Łukasz Szczepanowski) nie brakuje subtelnych aluzji do tematów stanowiących wówczas tabu, jak budzący się nacjonalizm, homoseksualność, samotność czy ciągły wyścig szczurów. Tak aktualne i dziś, a trafiające w sedno za sprawą groteskowych piosenek trafiających w ucho. W tle kabaretowych bywalców i osób z nim związanych są dwie pary. Łączy je fakt, że te związki nie mają przed sobą przyszłości, nie skończy się frazesem "i żyli długo i szczęśliwie". Pierwsza to burzliwy i pełen namiętności młodzieńczy romans początkującego Amerykańskiego pisarza, szukającego inspiracji w Europie Clifforda Bradshawa (Maciej Grubich) oraz gwiazdką Kabaretu KitKat Sally Bowles (Joanna Pocica). Druga to niezamężna Fräulein Schneider (Beata Rybotycka), właścicielka domu, gdzie Clifford podnajmuje pokój oraz wdowiec żydowskiego pochodzenia Herr Schulz (Andrzej Róg). Miłość w zderzeniu z rodzącą się brutalną dyktaturą przegrywa w obu przypadkach.

Joanna Pocica udało się jej stworzyć postać ekstrawertyczni, która jet pełna tajemnic, przeszkadza odrobinę jej wrodzona niewinność. Maciej Grubich, wcielając się w Clifforda Bradshawa stworzył bohatera skrępowanego i nieśmiałego. Beacie Rybotyckiej w roli Fräulein Schneider brakowało zwątpienia towarzyszącego kobiecie, która po krótkiej chwili szczęścia musi powrócić do codzienności, przez co mogła się wydawać odrobinę nienaturalna.

Twórcom "Cabaretu" w mistrzowski sposób udało się przenieść widzów w świat, który już dawno temu przestał istnieć. Można było za słowami Mistrza Ceremonii zostawić swoje troski w szatni i stać się częścią widowiska. Atutem jest muzyka grana na żywo, dzięki czemu na te trzy godziny trwania spektaklu Krakowski Teatr Scena STU stał się wehikułem przenoszącym widzów w czasy minione, skłaniająca do zastanowienia się nad dniem dzisiejszym po bardzo dobrej zabawie.»

"Czas cekinów, jazzu i swastyki"
Paweł Kluszczyński
Blog I jestem spełniony
Link do źródła
09-01-2020

Newsletter

Bądź na bieżąco

Dołącz do newslettera Teatru STU i nie przegap żadnej premiery