Balladyna fot Anna Lem 23
fot. Anna Lem

Apelacja Balladyny

Lektura literatury romantycznej zazwyczaj nie należy do ulubionych zajęć młodzieży. Choć najbardziej wytrawni (i wytrwali) miłośnicy tej literatury mogą tego nie rozumieć, to przyglądając się przeterminowanemu językowi i obyczajom obecnym w polskiej literaturze romantycznej, trudno się dziwić, że przeciętnemu nastolatkowi, przesycona ludowością i martyrologią trzynastogłoskowa fraza może wydać się co najmniej niezrozumiała.

Balladyna wydaje się być utworem zdecydowanie przyjemniejszym w odbiorze, jednak i z nią uczniowie miewają problem. Aby przybliżyć współczesnym, zwłaszcza młodym odbiorcom, reżyser najnowszej inscenizacji Balladyny, Krzysztof Pluskota, postanowił wydobyć komediowy potencjał tego krwawego utworu.

Odczytanie tekstu Balladyny poprzez komizm jest obecnie jak najbardziej zasadne po pierwsze ze względu na drzemiące, a rzadko podkreślone zarówno w przedstawieniach, jak i podczas analizy szkolnej, elementy humorystyczne zawarte w tekście, jak i przez zupełną nieprzystawalność mentalności zawartej w tym utworze do sposobu myślenia współczesnych. Także język może wydawać się dziwny lub zabawny. Na przykład zawarte w utworze przekleństwo „Bogdaj piorun" w kontekście współczesnego rozumienia słowa przekleństwo, brzmi śmiesznie.

Reżyser Balladyny w krakowskim Teatrze Stu postanowił zachować oryginalny język Balladyny, jedynie trochę skracając tekst, jednak stworzona przez niego wersja bynajmniej nie przypomina papierowego oryginału.

Znaczącą zmianą dokonaną przez Pluskotę, jest połączenie postaci. Goplanę i Matkę gra Kinga Ilgner, aktorki grające Balladynę i Alinę grają również nimfy. Pustelnik i kanclerz grani są przez Tomasza Wysockiego. Ta wersja Balladyny praktycznie nie uwzględnia postaci Filona.

Wszystkie postacie za wyjątkiem Balladyny zostały sparodiowane i przerysowane. Grabiec wprawdzie jest dokładnie tak głupi jak w tekście Słowackiego, jednak Kirkor nie ustępuje mu kroku. Mimo to, z braku lepszych partnerów, za ich sprawą, z kobiecej ręki giną ludzie. Tylko pustelnik, choć również przerysowany i komiczny, zdaje się zachowywać odrobinę powagi swojego papierowego oryginału.

Alina jest tak irytująco przemądrzała, że właściwie możemy zrozumieć, dlaczego Balladyna ją zabiła. Nie chodziło tu o miłość ani władzę. W przedstawieniu widzimy tak wyraźnie zarysowaną rywalizację między siostrami, że mogłaby się właściwie stać głównym tematem przedstawienia. Alina chce, żeby Balladyna się przed nią ukorzyła, aby przyznała jej rację. Balladyna nie może sobie na to pozwolić. Natomiast Matka (wbrew przedstawieniu jej u Słowackiego jako staruszki) zdaje się być emocjonalnie kobietą w kwiecie swej atrakcyjności, która tylko z pozoru interesuje się Kirkorem jako potencjalnym zięciem, a rzeczywistości sama próbuje z nim flirtować. Bez względu na niekoniecznie odpowiednie zachowanie Matki, jej wygnanie i tak nie jest tak łatwe do usprawiedliwienia, jak może być zabójstwo Aliny.

Z niewiadomych powodów reżyser drastycznie rozerotyzował postać Matki. W przypadku Goplany jest to w pełni zrozumiałe, gdyż pomimo braku cielesności, bohaterka ta wręcz ocieka własną seksualnością, co zresztą staje się bezpośrednią przyczyną tragedii całego spektaklu. Jednak postać matki, to w istocie dramatu, staruszka, która myśli już jedynie o spokoju i zamążpójściu własnych córek. Tutaj można by odnieść wrażenie, że sama flirtuje z Kirkorem, a sam Kirkor ma z nią dużo bliższą relację niż z którąkolwiek z jej córek.

Bardzo zabawnie odegrana przez Marcina Zacharzewskiego postać Kirkora w istocie swej jest idiotyczna. On również został poddany sparodiowaniu. Najwyraźniej nienaturalną w utworze krystaliczność charakteru oraz zupełnie niezrozumiałą (zwłaszcza dla współczesnych odbiorców) scenę poznania i oświadczyn dwóm siostrom jednocześnie, reżyser postanowił przekuć w postać nadpobudliwego i śmiesznego paniczyka, który podchodzi do własnych decyzji co najmniej bezrefleksyjnie.

Z jednej strony irytuje, że zachowanie Kirkora w spektaklu tak mało różni się od postawy Grabca. Gdy za pierwszym razem na scenie pojawia się Kirkor, można się zastanawiać, czy to aby jednak nie Grabiec, podczas gdy w istocie swej w dramacie był chodzącym ideałem w przeciwieństwie do Grabca, który raczej jest chodzącym palantem. Z drugiej jednak strony jak współcześnie poważnie podejść do bohatera, który oświadcza się naraz dwóm dziewczynom, które w dodatku widzi pierwszy raz w życiu i jeszcze zadaje im pytanie, czy go kochają, naiwnie mając nadzieję, że odpowiedzą mu szczerze.

W dramacie to irracjonalne nawet jak na czasy średniowieczne zachowanie wytłumaczone zostaje rzuconym na Kirkora zaklęciem oraz posłuszeństwem wobec rady Pustelnika, jednak w przedstawieniu motyw magii przedstawiony został niezbyt konsekwentnie. Z jednej strony występują tu nimfy i Goplana, które poprzez odpowiednie zabiegi sceniczne, wydają się mniej rzeczywiste od pozostałych bohaterów. Mowa jest również o rzuceniu czaru, jednak nie zauważamy tam posłańców Goplany w domu wdowy, nie mamy więc pewności, czy nagłe zakochanie się Kirkora jest efektem magii.

Zresztą niejasny jest w sztuce status Goplany. Jest oniryczna, zmysłowa i wolna, jak to nimfa. Jest też bardzo ludzka, zniewolona własną namiętnością. Można dowiedzieć się wprost, że jest boginką, panią lasu i jeziora, jednak motyw swobodnego łączenia wierzeń ludowych z religią chrześcijańską, będący bardzo ciekawie zarysowany u Słowackiego tu został nieco pominięty.

Przeformułowanie ludzkich postaci w nie do końca wiarygodne emocjonalne kukły, pozwoliło osiągnąć bardzo ciekawy efekt. Za pomocą tego zabiegu, pokazano Balladynę w zupełnie nowym świetle. Wykorzystując kontrast między nią i resztą postaci, ukazana została w zupełnie nowym świetle. Jest przerażona otaczającym ją, niezrozumiałym światem, zupełnie zdaje się nie pojmować jego reguł. To za sprawą otaczającego ją szaleństwa, zdaje się dokonywać najgorszych możliwych decyzji.

Balladyna w spektaklu Teatru Stu nie jest wyrachowana, zimna ani żądna władzy. Z jednej strony zdaje się doskonale wiedzieć czego chce i o wiele bardziej nadawać się na królową od którejkolwiek z postaci błękitnej krwi. Z drugiej strony całość zdaje się opowieścią nie tyle o karze, która spotyka za każdy zły uczynek, co o konsekwencjach podejmowanych przez nas decyzji i tym, że popełniona zbrodnia plącze w sieć kolejnych intryg i wyrzutów, a próba wyplątania się z tej sieci może pociągnąć za sobą kolejne zbrodnie.

Cały spektakl został dopracowany formalnie i patrzy się na niego dobrze. Uwagę zwraca niezwykle klimatyczna scenografia, przygotowana przez Katarzynę Wójtowicz. Należy tu również wspomnieć o wykorzystanych tu w formie oprawie muzycznej fragmentach utworów zespołów Kapela ze wsi Warszawa oraz Żywiołak, które wpływają nie tylko na klimat, ale również na znaczenie całego spektaklu.

Zawarta w spektaklu muzyka, choreografia i śpiew biały podkreślały również ludowy charakter utworu. Wart uznania jest bardzo dobry warsztat wokalny młodych aktorek, Kamili Bestry i Aleksandry Sroki.

Za pomocą choreografii, muzyki oraz gry światłem, udało się również oddzielić świat oniryczny, nawiązujący do ludowej mitologii, w scenach, w których występują Goplana, Skierka i Chochlik. Za pierwszym razem układający się w kręgi fioletowy niby dym robi wrażenie. Gdy efekt ten zostaje powtórzony bez trudu dostrzegamy, że to nie dym ułożył się tak w smudze światła, tylko efekt ten został wyświetlony za pomocą rzutnika, więc stracił wiele z pierwszego wrażenia.

Podsumowując spektakl zasługuje na uwagę głownie dlatego, że dzięki wydobyciu potencjału humorystycznego Balladyny, stał się zdecydowanie bardziej przystępny dla młodego widza. Choć niektóre fragmenty przypominają mało ambitne gagi, które zdają się być wprowadzone na siłę do spektaklu a próba usprawiedliwienia Balladyny wydaje się zadaniem niemożliwym, to całość ogląda się dobrze, bawi i pozwala przypomnieć lub przedstawić romantyczny tekst w niepatetyczny, przystępny sposób.



Sylwia Kobuszewska
Dziennik Teatralny Katowice
7 grudnia 2019

Newsletter

Bądź na bieżąco

Dołącz do newslettera Teatru STU i nie przegap żadnej premiery