aktualnosci 55

Rok temu  20 lutego 2020 r. świętowaliśmy swoje 54-lecie, scena przy alei Krasińskiego rozbrzmiewała śpiewem zaproszonych gwiazd, a foyer wypełnione było tłumem gości. Jak co roku cała rodzina STU, a więc artyści, pracownicy i widzowie teatru założonego przez Krzysztofa Jasińskiego w 1966 roku, wznosiła toasty i prowadziła gwarne dyskusje. Wtedy temat tajemniczego wirusa z Wuhan był ledwie intrygującą nowinką, do której nie przywiązywało się zbyt dużej uwagi pomiędzy łykiem szampana a bankietowym koreczkiem. Dzisiaj 20 lutego,  zagramy  premierowe przedstawienie  "Trzech sióstr" przy widowni wypełnionej jedynie w połowie,  a planowane uroczystości jubileuszowe  Krzysztof Jasiński przeniósł na jesień.

Obecnie pandemia Covid-19 wciąż pozostaje na ustach wszystkich i wyznacza rytm codzienności osobistej, zawodowej i artystycznej, a w tym wypadku – jednym słowem – teatralnej. 11 marca 2020 roku Teatr STU zawiesił granie spektakli i zamknął swoje progi dla widzów. Wszyscy liczyli na to, że sytuacja ta potrwa zaledwie chwilkę. Nikt nie mógł przewidzieć, że przeistoczy się ona w nieustanne przeciąganie liny z niezwykle silnym, nieprzewidywalnym i… niewidzialnym przeciwnikiem.

Od początków swojego istnienia Teatr STU stawiał na bliskość aktorów z widzami. Krzysztof Jasiński doskonale zdawał sobie sprawę, że żywy teatr to taki, który dzieje się tu i teraz, jest spotkaniem twórcy z odbiorcą, zderzeniem ich energii, tworzącej nową, niepowtarzalną rzeczywistość. Dlatego w logotypie STU znajdziemy trójkąt, którego równe boki odpowiadają trzem składnikom tej rzeczywistości: woli, uczuciu i świadomości. To one łączą widownię i scenę w jedno. Wtedy dzieje się magia. Magia, która przyciąga widzów do STU już od 55 lat. Magia, która zaowocowała spektaklami, które przeszły do historii i kształtowały myślenie pokoleń. „Spadanie”, „Exodus”, „Sennik polski”, „Szalona lokomotywa”, „Scenariusz dla trzech aktorów”, „Wariat i zakonnica”, „Hamlet”, „Biesy” czy tryptyk „Wędrowanie” powstały na 50-lecie teatru. A to ledwie początek litanii, który z czystej przyzwoitości należało tutaj przytoczyć… Ta sama przyzwoitość powstrzymuje przed wymienianiem nazwisk artystów z tą sceną związanych, gdyż ciężko byłoby kogoś nie pominąć, a w rodzinie STU każdy jest równy. By nie popaść tu w manierę kronikarza, trzeba jedynie napomnieć, że historia Teatru STU to materiał na książkę. Ba, żeby na jedną! Właśnie powstaje trzecia…

Pandemia, kwarantanna, obostrzenia nie pozostawiają teatrowi wiele miejsca do funkcjonowania w świadomości publicznej. Jedyną przestrzenią, w jakiej można utrzymać kontakt z widzami, pozostaje internet. Ten jednak, chociaż mówi się, że pomieści wszystko, na żywy teatr jest za mały. Oczywiście, w dobie pandemii także i Teatr STU udostępnia swoje sztuki online, sięgając do archiwum realizacji zarejestrowanych na wideo. Były już Biesy, Wędrowanie i Pan Twardowski na Facebooku, Wielkie monologi, Kolacja na cztery ręce, Opis obyczajów , Markietanki", Plac Merkurego, na YouTube, Noc Teatrów online, a także Wariacje Tischnerowskie w Teatrze Telewizji na VOD. To jednak wyłącznie suplement, żeby nie powiedzieć – placebo. Żadna, najlepiej nawet zrealizowana transmisja online, nie zastąpi obcowania z teatrem, jakiego doświadcza się podczas spektaklu granego na żywo na scenie. I nie dotyczy to jedynie doświadczeń publiczności, ale także i wykonawców. Aktorzy, choćby dawali z siebie wszystko przed kamerami, nie pobiorą żadnej energii z nieczułych soczewek obiektywów. By działa się magia, potrzeba spojrzeń widzów, śledzących każdy twój ruch, rozpalonych emocjami. Z tego właśnie słynie scena STU – najlepsi aktorzy, zebrani z zespołów teatrów z całej Polski, są tutaj niemalże na wyciągnięcie ręki, dzięki otoczeniu sceny widownią na wzór teatru elżbietańskiego.

W tym przeciąganiu liny z wirusem platformy prezentacji spektakli online czy w telewizji dają teatrom jedynie pozorną przewagę. Dlatego w Teatrze STU nie szczędzono sił na działania w tzw. realu. Dynamizm sytuacji epidemiologicznej oraz nieprzewidywalność trybu wprowadzania kolejnych obostrzeń z jednej strony uniemożliwiają planowanie czegokolwiek, ale z drugiej wymuszają stan ciągłej gotowości do działania. Teatr powinien być gotowy na przyjęcie widza, kiedy tylko obostrzenia pozwolą na granie przedstawień chociażby z udostępnieniem połowy miejsc na widowni. Wszyscy pozostają w blokach startowych, oczekując na chwilę, w której będzie można wystartować ponownie z próbami wznowieniowymi do spektakli repertuarowych, stawianiem scenografii, przygotowaniem oświetlenia, kostiumów itd. Sprzedaż biletów pozostaje nieustannie otwarta, nawet jeśli praca kasy polega ostatnio głównie na dokonywaniu zwrotów środków za zakupione bilety po ogłoszeniu kolejnych pandemicznych obostrzeń… Chociaż nikt nie wie, ile z zaplanowanego repertuaru uda się zrealizować do czerwca, to nikt też absolutnie nie uznaje całego 55. sezonu w STU za skreślony. Nie zaprzestano prób i przygotowań do premiery „Ci, co mnie niosą” Sławomira Mrożka w reżyserii Artura „Barona” Więcka i szczęśliwie „okno obostrzeniowe” pozwoliło na zaprezentowanie spektaklu widzom tak, jak planowano – 12 września 2020 r., na otwarcie 55. sezonu teatralnego. Styczniowa premiera Kiedy sobie znowu umierała Nadieżdy Ptuszkiny w reżyserii Mirosława Gronowskiego miała mniej szczęścia i musiała zostać przełożona, ale de facto dopięta została na ostatni guzik jeszcze przed końcem 2020 roku.

Końcówka roku 2020 przyniosła jednak dalsze obostrzenia i stało się jasne, że w tym ciągłym siłowaniu się z pandemią trzeba zmienić nieco taktykę. Środek ciężkości postanowiono przenieść na prace nad nowym sezonem. Przed rodziną STU wyjątkowo pracowite lato. Jak co roku zespół artystyczny spotka się na warsztatach i próbach w Studio Grom na Mazurach. Tam będzie intensywnie pracował  nad  pozostałymi projektami zaplanowanymi na jesień 2021 roku.

56. sezon ma rozpocząć się premierą adekwatną do obchodzonego w Polsce Roku Stanisława Lema – spektaklem opartym na listach autora „Solaris” i poetki Ewy Lipskiej. Premiera zaplanowana jest na 100-lecie urodzin Lema, 12 września. W drugiej połowie tego samego miesiąca widzowie będą mogli premierowo zobaczyć komedię „Kiedy sobie znowu umierała” autorstwa najpopularniejszej współczesnej autorki teatralnej z Rosji – Nadieżdy Ptuszkiny, w reżyserii Mirosława Gronowskiego. Z kolei  w repertuarze zadebiutują planowane wcześniej na luty „Trzy siostry”. W przygotowaniu jest także widowisko roboczo zatytułowane „Songi Teatru STU”. Możemy się więc spodziewać utworów śpiewanych niegdyś przez Andrzeja Zauchę w „Panu Twardowskim” czy „Kur zapiał”, Marka Grechutę i Marylę Rodowicz w „Szalonej lokomotywie”, Zbigniewa Wodeckiego w „Sonacie Belzebuba”, jak również piosenek z aktualnie granych spektakli – „Przybory Wasowskiego Domu Wyobraźni”, „Cabaretu” czy w końcu „Judy Garland. Na końcu tęczy” i „Błękitnych krewetek”, których gwiazdą jest znakomita aktorka i wokalistka Beata Rybotycka, związana ze sceną STU od 1990 roku. Premiera ma zbiec się z Festiwalem Pamięci Andrzeja Zauchy „Serca Bicie”. Obecnie trwa kasting do udziału w spektaklu –   utalentowani aktorsko i wokalnie młodzi wykonawcy mogą zgłaszać się do niego poprzez stronę internetową teatru. Końcem listopada planowane jest jeszcze inne muzyczne przedstawienie, oparte na życiorysie „ostatniego klezmera Galicji” – Leopolda Kozłowskiego-Kleinmana, w którego wcielić się ma Zbigniew Zamachowski. Premiera 26 listopada miałaby uczcić 103. rocznicę urodzin artysty. Na grudzień szykowana jest jeszcze jedna premiera – „Szewców” Stanisława Ignacego Witkiewicza, którą będzie reżyserował Krzysztof Jasiński. To on, wespół z dyrektorem Krzysztofem Pluskotą, kieruje całym zespołem Teatru STU, nie zdejmując nogi z gazu, chociaż droga do przyszłości jest kręta, wyboista i niepewna. W takiej sytuacji liczy się niezawodność i bezpieczeństwo, które pozwolą dotrzeć do celu.

Każdy, kto pracuje przy przygotowaniach spektakli teatralnych w STU, nieważne czy aktor wcielający się w główną rolę, czy członek zespołu technicznego odpowiadający za oświetlenie, z pewnością stwierdzi, że posiadanie partnerów, na których można polegać, jest nieocenioną pomocą. Szczególnie w sytuacji, gdy samymi projektami premierowymi można by, jak widać, obdzielić kilka sezonów. Gdyby tego było mało, gdzieś w tzw. międzyczasie 56. sezon teatralny w STU będzie jeszcze musiał nadrobić kilka istotnych jubileuszy, pominiętych ze względu na pandemię. Spektakl „O psychiatrach, psychologach i innych psycholach” świętował będzie 10-lecie, „Hamlet” – 20-lecie, a „Wariat i zakonnica” – 35 lat w repertuarze od premiery. Ten ostatni tytuł pozostaje jednym z najdłużej granych spektakli nie tylko w Polsce, ale i całej Europie. Niestety, Covid-19 odebrał nam występującego w głównej roli Dariusza Gnatowskiego. Związany z Teatrem STU od początku swojej kariery aktor zmarł 20 października 2020 roku. Jego strata była największym ciosem, jaki pandemia koronawirusa zadała rodzinie STU. To był moment, w którym wszystkim wydawało się, że wirus jest zbyt silny, aby się mu nie poddać. A jednak wzajemne wsparcie i motywacja do działania na przekór wszystkiemu pozwoliły w tym krytycznym momencie znaleźć siłę, by nie wypuścić liny z rąk. Teatr STU stoi mocno na nogach i pracuje z zapałem.

W ostatnim czasie, gdy pandemia nieco odpuściła, w końcu wróciła nadzieja na ponowne granie spektakli. Jeśli sytuacja nagle się nie pogorszy,  na scenie STU zobaczymy premierowe spektakle „Trzech sióstr” i przedpremierowo „Kiedy sobie znowu umierała” oraz inne, popularne tytuły z repertuaru.  W czwartek (18.02)  i piątek (19.02) powróciły  wyjątkowe przeżycia dla wszystkich artystów i pracowników teatru, którzy czekali na tę chwilę z wielką tęsknotą do swojej widowni. To dla niej cały zespół nie ustaje w zmaganiu się z pandemią i wszelkimi przeciwnościami losu. I to od widowni czerpie siłę. Gdy pewnego szarego jesiennego dnia na drzwiach wejściowych do budynku teatru ktoś zawiesił kartkę głoszącą: „Będziemy na Was czekać – widzowie”, wszyscy w Teatrze STU poczuli wdzięczność i pewność, że nieważne, jak beznadziejna zdawałaby się sytuacja – zwyciężą tę walkę i ostatecznie przeciągną linę na swoją stronę, bo po prostu jest dla kogo.

Damian Słowioczek

 

 

Newsletter

Bądź na bieżąco

Dołącz do newslettera Teatru STU i nie przegap żadnej premiery